Strona obiektu nie jest projektem, który się kończy. Jest urządzeniem, które pracuje codziennie i psuje się bez ostrzeżenia: po aktualizacji wtyczki, po zmianie w silniku rezerwacyjnym, po wygaśnięciu certyfikatu. Abonament na opiekę ma sens dokładnie wtedy, gdy ktoś to zauważa przed gościem. Problem w tym, że pod tą samą nazwą sprzedaje się dziś bardzo różne rzeczy.
Opieka to nie hosting
Hosting to miejsce, w którym stoi strona. Opieka to praca ludzi, którzy pilnują, żeby stała prosto. Firma hostingowa nie sprawdzi, czy formularz zapytania grupowego nadal wysyła maile, nie zauważy, że po aktualizacji rozjechał się układ na telefonie, i nie zadzwoni, gdy strona zniknie z Google. Rozdzielenie tych dwóch pozycji w umowie jest pierwszą rzeczą, którą warto sprawdzić.
Co powinno być w abonamencie
- Aktualizacje systemu, motywu i wtyczek, wykonywane na kopii testowej, a nie od razu na żywej stronie
- Kopie zapasowe codzienne, przechowywane poza serwerem strony, z przetestowanym odtworzeniem
- Monitoring dostępności z powiadomieniem, gdy strona przestaje odpowiadać, oraz monitoring certyfikatu
- Bezpieczeństwo: blokada prób logowania, skanowanie plików, reakcja na incydent
- Kontrola formularzy: cykliczne wysłanie testowego zgłoszenia i sprawdzenie, czy dotarło
- Pula godzin na zmiany: nowe pakiety, aktualizacja cen, wymiana zdjęć, dodanie podstrony sezonowej
- Raport: co zrobiono w danym miesiącu i co wymaga decyzji obiektu
- Czas reakcji zapisany w umowie, osobno dla awarii i osobno dla zwykłych zgłoszeń
Co bywa dopisane, a bywa potrzebne
Aktualizacje wersji językowych, opieka nad integracją z silnikiem rezerwacyjnym i channel managerem, przeglądy wydajności przed sezonem, wsparcie przy kampaniach. W obiekcie, który sprzedaje kilka segmentów naraz, te pozycje są ważniejsze niż sama aktualizacja wtyczek.
Sygnały, że umowa niczego nie gwarantuje
- brak czasu reakcji albo zapis w rodzaju „w miarę możliwości”
- kopie zapasowe trzymane na tym samym serwerze co strona
- aktualizacje wykonywane bezpośrednio na stronie produkcyjnej
- brak jakiegokolwiek raportu, czyli brak dowodu, że cokolwiek się dzieje
- pula godzin, która nie przechodzi na kolejny miesiąc i nie jest rozliczana
- brak dostępu obiektu do własnego hostingu, domeny i kodu
Ostatni punkt jest najważniejszy. Obiekt powinien mieć dostęp do swojej domeny, hostingu i kopii strony niezależnie od tego, kto się nią opiekuje. Umowa, która to uniemożliwia, nie jest opieką, tylko uzależnieniem.
Ile to powinno kosztować
Cena zależy przede wszystkim od liczby integracji i od tego, ile zmian obiekt zamawia w ciągu miesiąca. Obiekt z jedną wersją językową i prostą ofertą potrzebuje niewielkiej puli godzin. Duży hotel z kilkoma językami, pakietami zmienianymi co miesiąc i kalendarzem wydarzeń potrzebuje stałej obsługi, bo inaczej zmiany i tak będą robione naprędce przed sezonem. Najgorszym modelem jest brak abonamentu i zlecanie prac doraźnie: wtedy każda drobna poprawka czeka na wolny termin i wycenę.
Nie wiesz, co obejmuje Twoja obecna umowa?
Przejmiemy opiekę nad stroną Twojego obiektu
Pierwsza rozmowa jest bezpłatna. Sprawdzimy stan strony, kopii zapasowych i integracji, a potem powiemy wprost, czego brakuje.
Najczęstsze pytania
Czy aktualizacje można pomijać, skoro strona działa?
Nie. Nieaktualne wtyczki są najczęstszą przyczyną włamań na strony oparte o popularne systemy. Strona obiektu z formularzami i danymi gości jest celem równie dobrym jak sklep.
Co zrobić, gdy strona padnie w środku sezonu?
Liczy się to, czy jest aktualna kopia poza serwerem i czy ktoś ma umowny obowiązek zareagować. Bez tych dwóch rzeczy odtworzenie strony potrafi zająć kilka dni, a w lipcu to jest realna strata w rezerwacjach.
Czy opieka obejmuje pozycjonowanie?
Zwykle nie i warto to rozdzielić. Opieka utrzymuje stronę sprawną, działania widocznościowe to osobna praca, z innym rytmem i innymi miarami efektu.